Pierwsze wrażenia z Pekinu

Wczesnym popołudniem pociąg wjechał do Pekinu. Za oknami widzieliśmy szare, cementowe slumsy, zabudowane po brzegi parterowymi domkami w kształcie klocków, najwyraźniej od wielu lat pozostające w symbiozie z rozciągającym się po horyzont bałaganem. Dopiero bliżej centrum miasto nabierało większego uporządkowania. Opuściliśmy dworzec kolejowy w tłumie podróżnych i stanęliśmy pośrodku przestrzennego placu, który mimo dużych rozmiarów, nadal wydawał się zatłoczony. Skierowaliśmy się w stronę kilku taksówek zaparkowanych przy krawężniku i dopiero stojąc tuż obok nich zauważyliśmy meandrującą kolejkę, w której na miejsce w pojeździe oczekiwały dosłownie setki Chińczyków. Zrezygnowani ustawiliśmy się na końcu długiego ogonka. W międzyczasie Michał próbował dodzwonić się do Minga, chińskiego znajomego z dawnych lat, z którym mieliśmy spotkać się na wspólne zwiedzanie Pekinu. Byliśmy uratowani – okazało się, że jego pociąg także przyjechał właśnie na ten sam dworzec. W osobie Minga i dziewczyny, z którą przyjechał, oprócz towarzystwa zyskaliśmy również tłumaczy i przewodników po chińskich realiach. Całą szóstką ruszyliśmy do hostelu, gdzie mieliśmy spotkać się jeszcze z Anią, Adrianem i Ulą, dolatującymi do Pekinu samolotem.

Była to dla mnie druga wizyta w Pekinie – pierwsza miała miejsce w 1998 roku, kiedy nikomu w Chinach nawet nie śnił się pomysł urządzenia w mieście olimpiady. Miałem wtedy zaledwie 13 lat, ale kilka obrazów z tamtego Pekinu pamiętam do dzisiaj – po części dlatego, że wycieczka do Chin była pierwszą tak daleką i egzotyczną podróżą. Oprócz przechowywanych w głowie fotografii głównych atrakcji turystycznych, takich jak Zakazane Miasto, Pałac Letni czy Świątynia Nieba, odgrzebuję w pamięci także kilka widoków wprost z pekińskich ulic. Zapamiętałem między innymi spacer po rozległych slumsach, zbliżonych do tych, które widzieliśmy teraz z okien pociągu. Panował tam niemożliwy do opisania bałagan, rzucający się w oczy na tle betonowej szarzyzny. Najgorszy był potworny fetor, pochodzący chyba od wspólnych dla całej ulicy toalet. Zaglądając przez otwarte bramy nierzadko zauważyć można było biegające po podwórkach kury. Wszystko to w turystycznym centrum miasta, choć skrzętnie ukryte za fasadami wystawnych budynków otaczających plac Tienanmen. W rok po zakończeniu olimpiady staliśmy jednak pośrodku eleganckiej dzielnicy sklepów, w witrynach których królowały zachodnie marki. Odrestaurowaną ulicą kursował nawet w tę i z powrotem wystylizowany na zabytek tramwaj. Tego wszystkiego nie było w tym miejscu przed dziesięcioma laty. Nieznający zbyt dobrze miasta turyści mogliby nawet wziąć tę sporą handlową dzielnicę za pieczołowicie odrestaurowaną starówkę. Wątpliwości wzbudzić mógł jedynie drobny szczegół – niektóre uliczki kończyły się murem z wymalowanym „freskiem” imitującym dalszą część miasta. Zastanawiające, co znajdowało się za tymi ścianami. Być może to pozostałości dzielnicy, którą kojarzyłem sprzed lat. Miasto w tym czasie przeszło olbrzymie, choć raczej powierzchowne zmiany i nadal skrywało w sobie (choć zapewne dużo szczelniej, niż kiedyś) mnóstwo przedziwnych zakątków.

01020304
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

06.jpg
Forum podróżnicze