Pociąg z Pekinu do Xian

Wieczorem w piątkę udaliśmy się na dworzec kolejowy. Byliśmy sporo przed odjazdem pociągu, na niewiele jednak się to zdało. Dworzec zorganizowany był trochę jak lotnisko – na kilkadziesiąt minut przed oznaczoną w rozkładzie jazdy godziną następowała kontrola biletów i otwierano bramki wiodące z poczekalni na perony. Prześladujący nas miliard Chińczyków zgromadził się tym razem w przypisanej do naszego pociągu poczekalni. Zajęte były wszystkie krzesła, stoły oraz dosłownie każdy metr kwadratowy podłogi. Był to pierwszy zwiastun tego, co czeka nas w trakcie podróży, na tym etapie jednak nie przejmowaliśmy się zanadto. Mieliśmy wykupione bilety z numerowanymi miejscami w najtańszej opcji, tzw. hard-seaterze – bezprzedziałowym wagonie z miejscami do siedzenia. Nie pchaliśmy się zatem w gęstniejący tłum, wychodząc z założenia, że dzięki wykupionym miejscówkom nie ma po co stawać w chaotycznej kolejce. Dopiero po wejściu do wagonu okazało się, że pośpiech jednak był wskazany. Spora część miejsc siedzących była już zajęta, a do tego mnóstwo pasażerów z ogromnymi bagażami stało jeszcze w korytarzu. Na naszych fotelach również znaleźliśmy już nieźle zadomowionego współpasażera, mając jednak w perspektywie 14-godzinną podróż, postanowiliśmy zawalczyć o swoje. Podsiadanie współpasażerów, jak się miało okazać później, było w tym pociągu na porządku dziennym – wystarczyło tylko na chwilę opuścić swoje miejsce, na przykład sięgając do bagażu na półce. Jeżeli siadając, nie obejrzało się za siebie – można było wylądować na kolanach współpasażera, który zajmował zwolniony fotel. Zupełnie nie mogliśmy pojąć tego systemu, a pociąg jeszcze nawet nie ruszył z dworca.

01020304

Fotele były strasznie niewygodne – aby zmieścić w wagonie więcej miejsc najwyraźniej za bardzo skrócono im siedziska i ograniczono do minimum ilość miejsca na nogi. Biorąc jednak pod uwagę sytuację reszty ludzi w pociągu – nawet nie wypadało narzekać. Tuż po wyjeździe z Pekinu środkiem korytarza z trudem przecisnął się konduktor niosący kilka plastikowych taborecików, poskładanych jeden w drugi. Oferował ich wynajęcie za niewielką opłatą, wydaje się jednak, że popyt nie był zbyt duży. Przez całą podróż trwaliśmy w przerywanym półśnie, budząc się w dość regularnych odstępach czasowych i próbując znaleźć choć odrobinę wygodniejszą pozycję. Około 6 rano obudziła nas komiczna scena. Na początku wagonu, w korytarzu stanął ten sam osobnik, który poprzedniego wieczora oferował plastikowe krzesełka i zaczął entuzjastycznie przemawiać, trzymając w ręku zafoliowaną szczoteczkę do zębów. Jego mantra, której ton przywodził na myśl reklamy telezakupów, rozbrzmiewała przez dobrych kilkanaście minut. Nie rozumieliśmy ani jednego zdania, ale patrzyliśmy na ten spektakl jak zahipnotyzowani. Zadziwiające, jak wiele słów (zapewne pozytywnych) można wypowiedzieć na temat zwykłej szczoteczki do zębów. Żywiołowa intonacja konduktora nie pozwalała zasnąć nikomu. Przez chwilę mieliśmy ochotę wykupić cały posiadany przez niego asortyment chińskich przyborów dentystycznych, byleby tylko móc jeszcze na chwilę zamknąć oczy.

 

Komentarze  

 
0 #1 Counter Strike CSS 2014-07-19 14:57
Bardzo ciekawa stronka i mega dużo fajnych rzeczy. Serdecznie gratuluję i pozdrawiam autorów.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

23.jpg
Forum podróżnicze