Szanghaj - wieżowce, starówka i parzenie herbaty

Ruszyliśmy w kierunku dzielnicy Bund, porośniętej przez nowoczesne, szklane biurowce. Na drugą stronę rzeki przeprawiliśmy się podziemną kolejką – kilkuosobowe, automatycznie sterowane wagoniki niespiesznie przemierzały tunel, w którym odbywało się świetlno-dźwiękowe przedstawienie. W ścianach tunelu rozlokowane były tysiące diod, które zmieniały barwę odzwierciedlając autorskie wizje nieba, piekła i innych miejsc, których nie mieliśmy okazji obejrzeć w trakcie wyprawy. Kolejka kończyła swój krótki bieg u stóp dzielnicy wieżowców. W tamtym czasie najwyższym z nich był Shanghai World Financial Center – niemal 500 metrowej wysokości szklany budynek, który dzięki prześwitowi na ostatnich piętrach przypominał nam otwieracz do butelek. 101-piętrowy biurowiec uznawany był wówczas za najwyższy budynek na świecie, jeżeli za kryterium uznać wysokość od podstawy do dachu. Architekci nie zgodzili się bowiem na jego sztuczne wydłużenie za pomocą iglicy. Na ostatnim piętrze znajduje się najwyżej na świecie położony taras widokowy, którego nie mogliśmy ominąć. Wjazd windą kosztował majątek, ale w zamian za to otrzymaliśmy możliwość spacerowania po przezroczystej podłodze na wysokości prawie 500 metrów nad ziemią. Ponadto, słońce akurat chyliło się ku zachodowi i Szanghaj całkowicie oczarował nas widokiem – jak okiem sięgnąć rozciągało się gigantyczne miasto, spowite gęstniejącą w kierunku horyzontu mgłą. Metropolia tonęła w różowo-żółtych promieniach zachodzącego słońca, które otaczały nas ze wszystkich stron rozpraszane na mgle. W dole majaczyły kontury budynków, które obserwowane z innej perspektywy byłyby drapaczami chmur. Ze 101 piętra Shanghai Financial Center wszystko to wyglądało jednak jak miniaturowa makieta. Ten obraz zafascynował nas na tyle, że postanowiliśmy poczekać na górze jeszcze chwilę, by zobaczyć miasto rozświetlone nocą.

01020304

Wieczór był dosyć zimny i wiał silny wiatr, toteż dalsze etapy zwiedzania odłożyliśmy na kolejny dzień. Chcieliśmy jeszcze odwiedzić szanghajską starówkę oraz dzielnicę francuską. Oba te miejsca są dzisiaj ostoją handlu, choć zupełnie różnego rodzaju. W dzielnicy francuskiej pełno jest zachodnich sklepów, centrów handlowych i nowoczesnych restauracji. Na starówce natomiast zadomowili się drobni handlarze – niektórzy sprzedają wprost na ulicy, inni dorobili się własnych lokali, wypełnionych po brzegi dosłownie wszystkim – począwszy od plastikowego kiczu, poprzez różne części garderoby, a na wystylizowanych na antyki serwisach do herbaty skończywszy. Doszukaliśmy się również breloczków w postaci niewielkich, zgrzanych woreczków wypełnionych kolorową wodą, w której pływała żywa złota rybka. Jacek próbował nawet uświadomić sprzedawczynię, że w naszej części świata zakrawa to o znęcanie się nad zwierzętami. Rybka miała bowiem do dyspozycji przestrzeń niewiele większą od niej samej. Kilkunastoletnia dziewczyna jednak albo nie rozumiała po angielsku, albo bardzo dobrze to udawała. W dzikim, targowym tłumie należało dość bacznie pilnować plecaków i kieszeni, byliśmy bowiem świadkami sytuacji, gdy starszy, pokaźnie zbudowany Australijczyk ze zdziwieniem odkrywał brak portfela. Nie wiemy, jak ta historia się skończyła, jednak z całą pewnością złodziej w takim tłoku pozostał nierozpoznany.

01020304

Wstąpiliśmy do jednego ze sklepów z herbatą i mnóstwem filiżanek oraz akcesoriów służących do jej parzenia. Już od wejścia zostaliśmy porwani na pokaz ceremonii parzenia połączony z degustacją. Dobrze mówiąca po angielsku sprzedawczyni przez dobrych kilkadziesiąt minut opowiadała nam o różnych gatunkach tego napoju, właściwych temperaturach parzenia, a także o tym, ile razy można zalewać jedną herbatę. Okazuje się, że kilkukrotne użycie tych samych liści nie jest przejawem osobliwej oszczędności, a wysublimowanego smaku. Niektóre gatunki herbaty zyskują bowiem na smaku w kolejnych parzeniach. Rzecz dotyczy oczywiście gatunkowych herbat liściastych, także zielonych, a w przypadku niektórych pożądane jest nawet wylanie pierwszego wywaru. Po wysłuchaniu tego wykładu postanowiliśmy kupić w tym sklepie mnóstwo herbaty, przeznaczonej na prezenty dla znajomych w Polsce. Wyszliśmy ze sklepu objuczeni niczym zbieracze na herbacianych plantacjach.

000102
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

11.jpg
Forum podróżnicze