Dzień w Makau

Któregoś dnia wsiedliśmy również w wodolot, by zwiedzić sąsiednie Makau. Podobnie jak Hongkong, Makau wraca powoli pod chińskie władanie, przez ubiegły wiek podlegało jednak nie brytyjskiej, ale portugalskiej administracji. Ślady wpływów kultury śródziemnomorskiej widoczne są tam bardzo wyraźnie – głównie w charakterystycznej architekturze sakralnej i dużej ilości zieleni. Nawet dzielnice slumsów z wyglądu przypominają raczej południowoamerykańskie fawele, niż brudne, pekińskie zaułki, które widzieliśmy wcześniej. Pierwsze kroki skierowaliśmy do muzeum formuły 3, w którym za darmo można obejrzeć bolidy, które przyniosły pierwsze sukcesy Michaelowi Schumacherowi, Kimiemu Raikkonennowi, a także innym, dawnym i obecnym mistrzom. Niestety, nie bardzo zrozumieliśmy łamaną angielszczyznę kustosza i nie wiemy, czy były to oryginalne pojazdy, czy jedynie ich repliki. Makau ma dość dużą motorową tradycję, na krętych uliczkach miasta odbywają się bowiem uliczne wyścigi gokartów i formuły 3. Ponadto, Makau to dziś przede wszystkim dalekowschodnia jaskinia hazardu, która wyrasta na światowego lidera w tej dziedzinie, przewyższając nawet Las Vegas pod względem obrotów. Zwiedziwszy miasto, postanowiliśmy zajrzeć do gigantycznego kasyna, mieszczącego się w najwyższym budynku w Makau, który z zewnątrz przypominać ma kwiat lotosu – symbol tego autonomicznego regionu. Kasyno rozmieszczone było na kilku piętrach, a im wyżej, tym wyższe były minimalne stawki. Z jednego z balkonów obserwowaliśmy w dole ogromną salę, w której kłębili się ludzie, podekscytowani wizją wygranej. Przez chwilę ulegliśmy pokusie i postanowiliśmy również spróbować szczęścia, okazało się jednak, że maszyny nie przyjmowały niewielkich nominałów, którymi z kolei nie gardziły nasze portfele. Cóż, wyjście w kasynie „na zero” w gruncie rzeczy też jest niemałym sukcesem.

01020304

Będąc w Makau osiągnęliśmy najbardziej wysunięty na południe punkt na planie naszej wyprawy. Południowe i tropikalne stały się też temperatury, dochodzące do prawie 30 stopni Celsjusza, mimo, że kończył się właśnie październik. Nieco ponad dwa tygodnie temu przymarzaliśmy nocą na mongolskim stepie, teraz – podziwialiśmy tropikalny zachód słońca, pośród palm i lian. Czas jednak naglił – musieliśmy wracać na chłodniejszą północ, do Szanghaju. To miasto stanowiło ostatni cel naszej podróży.

Czytaj dalej: Szanghaj

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

24.jpg
Forum podróżnicze