O czterech takich, co jeździli koleją

Na dworcu byliśmy dużo przed czasem – woleliśmy jednak nie spóźnić się na jedyny w ciągu trzech dni pociąg. Czekaliśmy w hali dworca lustrując rozkłady jazdy. Przyjazd do Irkucka – po północy czasu moskiewskiego. Za trzy dni. Plus pięć godzin przesunięcia czasu. Wszystkie te informacje podane na jednej tablicy wydawały się absurdalne, ale dzięki temu czuliśmy, że czeka nas przygoda, na którą czekaliśmy od dawna.

00010203

W końcu zajęliśmy miejsca w wagonie. Wykupiliśmy miejsca w najtańszej, trzeciej klasie. Przedziały są tam niezamykane, po lewej stronie korytarza we wnęce znajdują się cztery łóżka, po prawej zaś – kolejne dwa. Zajęliśmy całą czteroosobową „wnękę” i mieliśmy jeszcze dwóch współpasażerów po drugiej stronie przejścia. Jak się okazało potem, współpasażerowie zmieniali się co kilka godzin i w całym wagonie chyba tylko my pokonywaliśmy nieprzerwanie trasę między Moskwą a Irkuckiem.

Wagon był bardzo czysty i wygodny. Już krótko po północy rozpoczęliśmy pierwszą kolejową kolację. Wyciągnęliśmy część zakupów z akademikowego supermarketu. Między innymi – konserwy z wizerunkiem krowy. Po otwarciu okazało się, że zwartość raczej nie nadaje się do jedzenia. Pod wierzchnią warstwą galarety można było znaleźć warstwę tłuszczu, a na spodzie – zbity kawał mielonki o dość kuriozalnym smaku. Niestety kupiliśmy o cztery puszki tego przysmaku za dużo. Nic więc dziwnego, że starsza pani, która zajmowała dolne miejsce po przeciwnej stronie korytarza przez cały czas przyglądała nam się z nieśmiałym, acz serdecznym uśmiechem. W końcu podarowała nam cztery jabłka. Reszta zakupów była jednak bardziej udana, więc szare, jesienne jabłka towarzyszyły nam w podróży aż do samego Irkucka.

01020304
 

O regulowaniu zegarków na kolei transsyberyjskiej i "babuszkach"

Na stoliku pod oknem znaleźliśmy broszurkę z rozkładem jazdy. Zaznaczono w nim wszystkie przystanki po drodze, wraz z godziną przyjazdu i odjazdu pociągu, określoną bardzo precyzyjnie, co do minuty. Przez całą drogę nie mogliśmy się nadziwić, że według tego rozkładu rzeczywiście można było regulować zegarek. Biorąc pod uwagę fakt, że pociąg pomiędzy kolejnymi stacjami pokonywał dosłownie setki kilometrów wydaje się to nie lada osiągnięciem. To kolejny dowód na to, że w Rosji biurokracja jednak zwycięża nad rzeczywistością (za pierwszy należałoby uznać perypetie w akademiku związane z tym, że niełatwo jest cudzoziemcowi otrzymać klucze do pokoju dla cudzoziemców na jedną noc). Przystanki bywały dłuższe, lub krótsze. Trwały od kilku do kilkudziesięciu minut. Na pierwszym dłuższym postoju, na peronie zastaliśmy tłum opisywanych w przewodnikach babuszek, oferującym podróżnym zarówno drobne przekąski, jak i solidne obiady na ciepło. Pierwszego dnia kupiliśmy za niewielkie pieniądze po porcji kotleta mielonego z ziemniakami i ogórkiem kiszonym. Liczyliśmy, że takie atrakcje spotkamy co dzień w porze obiadowej, jednak jak się okazało później – to był jedyny raz. Być może pociąg przyjeżdżał na dłuższe postoje o niewłaściwych porach, kiedy wszystkie babuszki w okolicy zajmowały się już innymi sprawami.

0102030405060708
 

O współpasażerach

Pierwszego dnia podróży po raz pierwszy zmienili się współpasażerowie. Miejsce dobrotliwej starszej pani zajął potężnie zbudowany Tadżyk o skośnych oczach. Przełamaliśmy lody dopiero wieczorem, kiedy na naszym stoliku zagościł wysokoprocentowy alkohol. Rozlaliśmy w kieliszki zakupioną w Moskwie wódkę i, oceniając powierzchowność potężnego Tadżyka jako „nie stroniącego”, zaproponowaliśmy, by do nas dołączył. Porozmawiał z nami chwilę, wypił kieliszek wódki, po czym wdrapał się na swoje łóżko. Pora była wczesna, a więc mimo utraty towarzysza postanowiliśmy jeszcze uczcić spełniające się marzenia rosyjską wódką. Po krótkim czasie ponownie dołączył do nas Tadżyk. Tym razem przyszedł z własną szklanką – przyczyną jego małomówności okazały się po prostu zbyt małe kieliszki.

0102

Tadżyk wysiadł następnego dnia, a w jego miejsce pojawiła się kilkuosobowa grupa wyglądająca na handlarzy. Trzeba przyznać, że byli rewelacyjnie zaopatrzeni do podróży i już po chwili na ich stoliku zaczęły pojawiać się coraz to bardziej wyszukane potrawy: kurczak z rożna, kotlety, jajka, pomidory i mnóstwo innych składników, z których z powodzeniem można by przyrządzić świąteczny obiad, gdyby tylko warunki na to pozwalały. Na naszym stoliku tego dnia gościły głównie konserwy i z utęsknieniem wypatrywaliśmy na kolejnych postojach babuszek serwujących domowe smakołyki. Niestety, tego dnia nie mieliśmy szczęścia.

 

O syberyjskich widokach

Przez cały czas podróży towarzyszył nam dość monotonny widok za oknem. We wcześniejszych wyobrażeniach Syberia jawiła się jako bezkresna połać sosnowych lasów, ciągnący się setkami kilometrów bezludny obszar, być może gdzieniegdzie przyprószony październikowym wczesnym śniegiem. Zza okien pociągu podziwialiśmy jednak zupełnie inne widoki. Wprawdzie każdego ranka w pierwszych promieniach słońca połyskiwał szron, jednak za dnia, mimo jesiennej pory, temperatura podnosiła się dość znacznie. Poza tym przez tysiące kilometrów nie widzieliśmy ani jednej sosny. Wszystkie lasy porastały głównie brzozy, obsypane złotymi liśćmi i szykujące się już powoli do nadchodzącej zimy. Co jakiś czas pociąg mijał mniejsze lub większe wioski, przytulone do linii kolejowej i zawdzięczającej jej całkiem niezły kontakt ze światem. Raz na jakiś czas mijaliśmy pusty peron pośrodku lasu, całkowicie zapomniany i bezludny, z nieodłączną tablicą podpisaną nazwą miejscowości. Nazwy te natychmiast nasuwały na myśl małe, zapomniane gospodarstwa przytulone zapewne do siebie nawzajem gdzieś w okolicznych lasach. W podróży nieznaną trasą jest jednak coś fascynującego, coś, co sprawia, że z niecierpliwością wyczekujesz kolejnych widoków. Nigdy nie wiadomo, czy wyobrażenia o ukrytych między bezkresnymi lasami wioskach nie legną w gruzach za kolejnym zakrętem, który ujawni ruchliwą autostradę prowadzącą w głąb lasu, albo kominy pobliskiej fabryki , wcześniej niewidoczne zza drzew. Kolej transsyberyjska nie raz pewnie rozczaruje ciekawskie oczy podróżnych ukazując im więcej, niż chciałaby romantyczna wyobraźnia. Ale co najmniej równie często pozostaje się z obrazem pustego peronu, wybudowanego nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo.

01020304
 

O zbyt późnych spostrzeżeniach

Wagon restauracyjny odkryliśmy zupełnym przypadkiem dopiero ostatniego dnia przed Irkuckiem. Nie mogliśmy uwierzyć, że tyle godzin spędzaliśmy wyłącznie w naszej sypialnianej wnęce, dojadając rybne konserwy z Moskwy i wspominając ciepłe kotlety z pierwszego dnia podróży, kiedy kilkanaście metrów dalej nasi współpasażerowie zażerali się niemal na śmierć. W zasadzie było do przewidzenia, że w takim pociągu musi być wagon restauracyjny, nam jednak przez długi czas ta myśl w ogóle nie przyszła do głowy. W wagonie restauracyjnym zagadał nas Rosjanin z Irkucka, który siedział samotnie popijając sążnistą porcję wódki. Powiedział nam, że jego syn jest taksówkarzem w Irkucku i zaproponował, że zawiezie nas gdzie tylko będziemy chcieli. Nabraliśmy jednak wątpliwości i stwierdziliśmy, że jeszcze się zastanowimy w przedziale. Rosjanin jednak nie dał za wygraną i stwierdził, że będzie nam towarzyszył w rozmyślaniach. Po drodze do przedziału zagadywał wszystkich, w efekcie spędził z nami tylko kilka minut, po czym urażony, że nie chcemy skorzystać z jego oferty, wrócił do swojego przedziału. W międzyczasie, miejsce grupki handlarzy zajęła Masha, młoda dziewczyna z Krasnojarska, podróżująca samotnie do pracy w Irkucku.

010203

Ostatniej nocy transsyberyjski rozkład jazdy całkowicie legł w gruzach. W efekcie do celu dotarliśmy z ponad godzinnym opóźnieniem. Biorąc pod uwagę pokonany dystans ponad 5800 kilometrów i tak należy jednak głęboko chylić czoła przed rosyjską koleją.

Pierwszy etap podróży koleją transsyberyjską mamy już za sobą. To jednak dopiero połowa czasu, który mieliśmy spędzić w pociągu. Na jeden dzień wysiadamy w Irkucku, a potem – ruszamy do Ułan Bator.

Czytaj dalej: Bajkowy Bajkał

 


18.jpg
Forum podróżnicze