O regulowaniu zegarków na kolei transsyberyjskiej i "babuszkach"

Na stoliku pod oknem znaleźliśmy broszurkę z rozkładem jazdy. Zaznaczono w nim wszystkie przystanki po drodze, wraz z godziną przyjazdu i odjazdu pociągu, określoną bardzo precyzyjnie, co do minuty. Przez całą drogę nie mogliśmy się nadziwić, że według tego rozkładu rzeczywiście można było regulować zegarek. Biorąc pod uwagę fakt, że pociąg pomiędzy kolejnymi stacjami pokonywał dosłownie setki kilometrów wydaje się to nie lada osiągnięciem. To kolejny dowód na to, że w Rosji biurokracja jednak zwycięża nad rzeczywistością (za pierwszy należałoby uznać perypetie w akademiku związane z tym, że niełatwo jest cudzoziemcowi otrzymać klucze do pokoju dla cudzoziemców na jedną noc). Przystanki bywały dłuższe, lub krótsze. Trwały od kilku do kilkudziesięciu minut. Na pierwszym dłuższym postoju, na peronie zastaliśmy tłum opisywanych w przewodnikach babuszek, oferującym podróżnym zarówno drobne przekąski, jak i solidne obiady na ciepło. Pierwszego dnia kupiliśmy za niewielkie pieniądze po porcji kotleta mielonego z ziemniakami i ogórkiem kiszonym. Liczyliśmy, że takie atrakcje spotkamy co dzień w porze obiadowej, jednak jak się okazało później – to był jedyny raz. Być może pociąg przyjeżdżał na dłuższe postoje o niewłaściwych porach, kiedy wszystkie babuszki w okolicy zajmowały się już innymi sprawami.

0102030405060708
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

38.jpg
Forum podróżnicze