O syberyjskich widokach

Przez cały czas podróży towarzyszył nam dość monotonny widok za oknem. We wcześniejszych wyobrażeniach Syberia jawiła się jako bezkresna połać sosnowych lasów, ciągnący się setkami kilometrów bezludny obszar, być może gdzieniegdzie przyprószony październikowym wczesnym śniegiem. Zza okien pociągu podziwialiśmy jednak zupełnie inne widoki. Wprawdzie każdego ranka w pierwszych promieniach słońca połyskiwał szron, jednak za dnia, mimo jesiennej pory, temperatura podnosiła się dość znacznie. Poza tym przez tysiące kilometrów nie widzieliśmy ani jednej sosny. Wszystkie lasy porastały głównie brzozy, obsypane złotymi liśćmi i szykujące się już powoli do nadchodzącej zimy. Co jakiś czas pociąg mijał mniejsze lub większe wioski, przytulone do linii kolejowej i zawdzięczającej jej całkiem niezły kontakt ze światem. Raz na jakiś czas mijaliśmy pusty peron pośrodku lasu, całkowicie zapomniany i bezludny, z nieodłączną tablicą podpisaną nazwą miejscowości. Nazwy te natychmiast nasuwały na myśl małe, zapomniane gospodarstwa przytulone zapewne do siebie nawzajem gdzieś w okolicznych lasach. W podróży nieznaną trasą jest jednak coś fascynującego, coś, co sprawia, że z niecierpliwością wyczekujesz kolejnych widoków. Nigdy nie wiadomo, czy wyobrażenia o ukrytych między bezkresnymi lasami wioskach nie legną w gruzach za kolejnym zakrętem, który ujawni ruchliwą autostradę prowadzącą w głąb lasu, albo kominy pobliskiej fabryki , wcześniej niewidoczne zza drzew. Kolej transsyberyjska nie raz pewnie rozczaruje ciekawskie oczy podróżnych ukazując im więcej, niż chciałaby romantyczna wyobraźnia. Ale co najmniej równie często pozostaje się z obrazem pustego peronu, wybudowanego nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo.

01020304
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

13.jpg
Forum podróżnicze