W drogę!

Do stolicy Rosji chcieliśmy dostać się jak najtaniej. Za stosunkowo niewielkie pieniądze kupiliśmy bilet lotniczy z Berlina do Moskwy. Już pierwszego dnia czekała nas więc pierwsza kilkugodzinna kolejowa podróż do Niemiec. Spotkaliśmy się na dworcu Centralnym w Warszawie przed południem. Podróż trwała około sześciu godzin. Nie docierało jeszcze do nas, że oto zaczynamy spełniać swoje marzenia z dzieciństwa. Przy dość drogim piwie zakupionym w wagonie restauracyjnym żartowaliśmy zastanawiając się, czy damy radę wytrzymać w swoim towarzystwie przez kolejnych sześć tygodni. Głośne rozmowy i śmiech zwróciły uwagę turysty z Niemiec, który zaciekawiony zapytał nas, co zamierzamy robić w Berlinie. Kiedy odpowiedzieliśmy mu, że tak naprawdę jedziemy pociągiem do Pekinu, spojrzał na nas z uśmiechem skrywającym urazę, że pozwoliliśmy sobie na niewybredny żart. Dopiero po dłuższej rozmowie chyba zaczął nam wierzyć.

Do Berlina dotarliśmy koło 18-tej i od razu skierowaliśmy się do hotelu. Szliśmy pieszo. Mieliśmy do pokonania około 1,5 kilometra. Odległość, która na mapie wydawała się niewielka, w rzeczywistości okazała się jednak sporym dystansem, zwłaszcza, że szliśmy z ciężkimi, spakowanymi na ponad miesiąc plecakami. Wieczorem ruszyliśmy jeszcze na miasto. Nie zabawiliśmy długo – następnego dnia rano opuszczamy Berlin.

Na lotnisku w Berlinie
Berlin - kawał drogi przed nami
04

Odległość między Berlinem a Moskwą wynosi raptem około 1600 km, jednak niemal cały kolejny dzień upłynął nam w podróży. Musieliśmy być na lotnisku sporo przed wylotem, dodatkowo traciliśmy dwie godziny dnia na przesunięciu czasu. Lotnisko Domodedovo, na którym lądował nasz samolot znajduje się w pewnym oddaleniu od Moskwy, czekała nas więc kolejna przejażdżka pociągiem.

Jeszcze w Warszawie poprosiliśmy znajomą, która studiowała w Moskwie, o pomoc przy rezerwacji noclegu. Mieliśmy dzięki temu zapewnione pokoje w jednym z akademików, a ponadto mieliśmy też przewodniczkę – Nadię, która miała nas odebrać ze stacji metra. Dość słabo mówiliśmy po rosyjsku, Nadia jednak dość dobrze znała angielski i pracowała na uniwersytecie, do którego należał akademik. Bez niej nie dogadalibyśmy się w recepcji. Nawet w Polsce nie jest łatwo z paniami w dziekanacie czy w recepcjach akademików, a co dopiero – w biurokratycznej Rosji. Po zameldowaniu się w pokoju nie pozostało nam już ani siły, ani czasu na nic poza kolacją.

Moskiewski akademik po raz drugi zaskoczył nas rano. Do nieogrzewanego pokoju przez szczeliny w oknach wdzierał się październikowy chłód. Kładliśmy się spać w koszulkach z krótkim rękawem, a obudziliśmy w kurtkach i czapkach. Podobno, jako obcokrajowcy, dostaliśmy pokoje „o podwyższonym standardzie”. Chryste.

Przenieśliśmy bagaże do pomieszczenia gospodarczego, by zwolnić pokój. W pierwszej kolejności postanowiliśmy udać się na dworzec Jarosławski, gdzie mieliśmy odebrać bilety na wyruszający wieczorem pociąg nr 10 „Bajkał”, z Moskwy do Irkucka. Bilety udało się odebrać bez problemów, więc w drodze powrotnej pojechaliśmy jeszcze do centrum, aby chociaż trochę posmakować atmosfery miasta. Zeszliśmy Plac Czerwony, obeszliśmy Kreml, pojechaliśmy na Nowy Arbat. Moskwa to olbrzymie miasto i ani się obejrzeliśmy, kiedy trzeba było wracać do hotelu po bagaże. Po drodze zrobiliśmy jeszcze w osiedlowym supermarkecie zakupy na czekające nas trzy dni i cztery noce w pociągu.

Moskiewskie metro
Okolice Placu Czerwonego
Uraaa! Na Moskwę!
Plac Czerwony
Wieżyczki Kremla
Kreml
Konna policja
Brama miejska

Zabraliśmy jeszcze Nadię na kolację, po czym skierowaliśmy się w stronę dworca Jarosławskiego. Pociąg do marzeń wyrusza z peronu 2 o godzinie 23:30.

Czytaj dalej: Kolej Transsyberyjska: Moskwa - Irkuck

 


26.jpg
Forum podróżnicze